Nie podpaliłam nikomu mieszkania, nie zabiłam kota, nie ukradłam niczego oprócz czasu - nie mogę więc powiedzieć, że moje życie jest ciekawe. Ale wciąż piszę. Jest mi z tym czasem lepiej, czasem gorzej, ale nieustannie szukam szczęścia, bo to jest coś, co musimy wypracować dla siebie sami.
Nie mów, że wierzysz tylko w magię przypadku i nie mów, że nie warto pracować nad sobą. Mogę sobie kochać i sobie nienawidzić, sobie się podobać, bądź nie. Tak czy owak - będę szukać aż znajdę.
keep going

Dotrzemy kiedyś do takiego punktu, w którym nie trzeba będzie już niczego nikomu udowadniać. Póki jednak wciąż trzeba, przyzwyczajmy się, że są ludzie i "nadludzie" - zbyt mali, by móc się pogodzić ze swoją przeciętnością, udowadniają więc na wszelkie możliwe sposoby, że są w jakiś sposób "lepsi", w rzeczywistości będąc małymi karaluchami, utrudniającymi reszcie życie.

Mówi się trudno i idzie się dalej. Za parę lat będzie pan żałował. Mnie traktuje się poważnie.

Na samym końcu, kiedy wszelaki kurz już opada, nagle Ktoś łapie za rękę.
Hej, wszystko się zmieniło, ale My nadal jesteśmy tymi samymi ludźmi.
I Ty wiesz, że jestem absolutnie najlepsza.
Herm

09:34:30 2012-01-24
skomentuj (0)
Stop.

Zaniedbuję swoją potrzebę pisania. Nie wiem tylko czy jest to zaniedbywana potrzeba czy zaniedbywane pisanie. Ostatecznie, przecież mogę nauczyć się żyć bez tego, a jednak skoro definiuję to jako "potrzebę", może się szybko okazać, że uduszę się z braku tlenu. Ale nie, zastępuję sobie prawdziwe radości substytutami i żyję. Na 50 %. Albo jeszcze mniej.

Skoro więc nie wiem, co mogłabym tu napisać, poprzestanę na tych kilku zdaniach. To wystarczająco obrazuje poziom autodestrukcji i życiowy etap "niewiemcodalejimałomnietoobchodzi". Zatrzymaliśmy się, stoimy, czasem rozglądamy.

Od nadmiaru obrazów kręci się w głowie. Stop. Trzeba wracać do nauki.
Herm

15:30:37 2012-01-22
skomentuj (0)
...

W życiu mamy właściwie dość banalny wybór. Dwie drogi. Możemy być konformistami, dopasować się do norm i praw, którymi rządzi się świat. "Odrobinę" naginać prawdę, "delikatnie" pchać się łokciami, "po cichu" donosić szefowi i trzymać się swojego administracyjnego stołka, za który dostaniemy 15 tysięcy miesięcznie i służbowy samochód. Możemy też się nie poddać. Żyć w swoim infantylnym świecie i nie wierzyć ludziom, którzy wychodzą z założenia, że świat jest z natury zły. Być może jest. Nie ogranicza to jednak marzeń, nie sprawia, że kochamy mniej, nie musi oznaczać, że nie dostaniemy 15 tysięcy i służbowego samochodu.

Ale, do jasnej cholery, będziemy szczęśliwi. Mamy do tego pełne prawo. W każdym razie, ja mam.
Herm

17:41:39 2012-01-12
skomentuj (0)
Szanowny Panie Boże,

nieistotne jest chyba jak mam na imię i ile mam lat, przecież doskonale mnie znasz. Pisywałam kiedyś do Ciebie z prośbą o krztynę miłości, później o przyjaźń, o prawdę. Tłumaczyłam się z zazdrości i nienawiści. Przepraszałam. Dziękowałam. Tak w kółko. Ale teatralizacja życia przestała być zabawna. Okazało się, że na samym końcu jestem naprawdę całkiem sama. I nie wynika to z faktu, że ludzie zawiedli, ale z naturalnej kolei rzeczy, która odrobinę mnie przerosła. Przecież to już czas żeby każdy zaczął żyć na własny rachunek, większość właśnie rozpoczęła swoją drogę a ja tkwię wciąż tutaj i nie potrafię się oderwać, nie potrafię przerwać tego, co do niedawna stanowiło postawę wszystkiego. Nie odnajduję się, nie widzę swojej ścieżki, nie znalazłam celu i sensu robienia tego wszystkiego, co robię. Uciekam w pracę, jak dobrze ustawiona kobieta z taniego serialu klasy B, nie ma to większego sensu, bo ostatecznie to nadal zaledwie początek szukania tego, co naprawdę będę w życiu robić. Postawmy sprawę jasno: nie umiem Cię już kochać. Choć potwornie chcę, bo mam wrażenie, że ta miłość budowała nasze poczucie bezpieczeństwa, nic z tego nie wychodzi. Ponadto, sypią się wszelkie relacje międzyludzkie, zarówno te budowane latami, jak i te, które powstały na chwilę, a jednak dawały nadzieję na coś większego. Nie jest dobrze. Zakończyliśmy kolejny rok, który rozczarowuje swoją nijakością, miernym poziomem emocji i ekscytacji. Nic już nie zaskakuje, nic nie szokuje, a przy tym, wszystko, co było Nasze, stało się zaledwie nasze. Odcinamy przeszłość, podkreślamy grubą kreską i idziemy naprzód a ja... ja wciąż stoję i chcę wciąż czuć się przy Was bezpieczna. Być może efekt wzburzonych emocji uda się osiągnąć dopiero gdy zupełnie się skreślimy? Ja tak nie chcę, ja w to nie wierzę. Wierzę, wierzyłam w Nas.

Trzy oddechy, przełykamy ślinę, wstajemy, idziemy do przodu. Skoro zachwiała się fundamentalna zasada: najlepsze są nieparzyste, czas wejść w 2012 na przekór, z nadzieją, wiarą i dużą dawką ambicji. Poświęcenie? Zobaczymy co przyniesie czas.

Ale ja, szanowny Panie Boże, nie chcę już żyć za Kogoś. Każdy musi przeżyć swoje życie. Ja też.

Herm

16:45:02 2012-01-01
skomentuj (0)
odchodząc

Pomyślałam dziś, że kiedyś nadejdzie taki dzień, kiedy to wszystko trafi szlag. Ona jest pierwsza, ale przecież któregoś dnia Ty też odejdziesz. Dziś mogę narzekać, że nie chcę spać i dzwonić do Ciebie w środku nocy, ale któregoś dnia w słuchawce usłyszę, że to nie w porządku, że to już nie ja gram pierwsze skrzypce, że liczą się Inni. Za wolno zmieniam środowisko, za wolno wypłukuję się ze starych emocji, za wolno zapominam. Wciąż jesteście całym Światem. Pocięta na kawałki dusza nie ma siły stawiać temu czoła. Nie dojdzie do konfrontacji, nie wykrzyczę Jej, że Jej nienawidzę.

Posiedzę w cieniu, poczekam, posłucham trochę Ciechowskiego, trochę Rojka. Pomyślę, że może faktycznie śmierć z miłości to jest coś, ale że nie warto. Nie oczekuj słów, bo już ich nie mam. Nie po tym, co zrobiłaś, co robisz, jak otwierasz, za każdym razem, stare rany.

Usiądę w kącie, popłaczę, wystukam znów Twój numer i opowiem Ci jak bardzo czuję się przez Nią skrzywdzona. Nie będziesz chciał zrozumieć, ale będziesz mógł przytulić.

Kiedyś nie będziesz. Kiedyś wszyscy odejdą. Każdy wyląduje w swoim własnym kącie, ze swoim własnym telefonem i magicznym numerem, który będzie przecież zajęty bawieniem dzieci/żony/męża/wnuków. Żal tkwi głęboko, chyba do końca.

Mimo to, nadal stanowimy pewnik, jedność, symbol ideału. A mnie brak słów, brak argumentów na przekonanie, że w życiu czeka Nas jeszcze coś lepszego. Wciąż jesteśmy całym Światem.
Herm

01:43:59 2011-12-30
skomentuj (0)
...

Zajęci faceci są do bani.

Faceci generalnie są do bani.

Herm

00:46:29 2011-12-27
skomentuj (0)
You.

Przez myśl przebiega czasem taki impuls, szybka myśl - jak wyglądałby świat bez Ciebie? W ogóle bez Ciebie, a może nagle bez Ciebie? Nagle z wyboru lub nagle z przypadku. W ogóle bez Ciebie lub z kimś innym w zamian? Myślisz, że bym się pozbierała? Myślisz, że moje dwie, zupełnie niespójne połowy, mogłyby znów zacząć żyć? Przecież teraz żyjemy pełnią życia. Choć tak bardzo ranisz, są takie poranki, kiedy otwieram oczy a sypialnia pachnie świeżymi kwiatami. Są takie wieczory, kiedy mogę sobie płakać bez opamiętania w Twoje ramię. Są takie telefony, kiedy krzyczę w słuchawkę milion słów, z których Ty wyciągasz te istotne lub nie wyciągasz żadnych, wiedząc, że to chwilowy kryzys.

Ale przecież żyjemy na skraju przepaści. Własnej wytrzymałości i własnej duszy, która u mnie jest już doszczętnie potłuczona, pochowana w przedmiotach, słowach, gestach. Brak miejsca na ludzi, bo przecież tak często udowadniasz, że ludzie zawodzą. A jednak na świecie najbardziej boję się tego, że kiedyś Cię stracę.

Czasem chciałabym wrócić do tej naiwności, tej nieświadomości które tak bolały, ale były całkiem czyste, niepodszyte żadnym interesem.

Masz jakiś interes w Naszej Miłości? Pewnie nie.

Gdybyś miał, już dawno czułabym się kochana.

Herm

00:32:11 2011-12-20
skomentuj (0)
...

Tylko Ty potrafisz wbijać szpilki od przodu. I tylko Ty, nigdy ich nie wyciągasz, zaledwie dobijasz. Więcej krwi, więcej krwi.

Przecież nie bolało wystarczająco przez ostatnie 4 lata.
Herm

23:29:00 2011-12-12
skomentuj (0)
?

A jeśli moje życie skończy się tak jak jej?

Julia Roberts jest genialna, mimo to szczerze nenawidzę tego filmu.
Herm

23:01:37 2011-12-01
skomentuj (0)
every little thing I do for love

Raz, dwa, trzy... dobrze, zamykam oczy i znów mam przed sobą deszczowy Paryż 2007. Niestety, jako że z Paryżem widujemy się tylko w nieparzyste, trzeba poczekać do 2013. Raz, dwa, trzy, głęboki oddech i matematyka. Raz, dwa, trzy, lampka wina i tabliczka czekolady. Raz, dwa, trzy, pierwsza płyta P! Raz, dwa, trzy, jestem już spokojna.

Już. Wczoraj nie byłam.

Mam gdzieś to potworne poczucie deja vu, nie dzieje się przecież po raz pierwszy, być może też nie ostatni. Żałosnym jednak zdaje się być przedział czasowy, po którym się poruszamy. Nasza oś jest dość długa, a przecież jakby zdawała się wciąż wydłużać, jakbyśmy nie zamknęli wszystkiego w jednej ramie, którą zdawałam się spalić? W całej tej układance jest zbyt wiele znaków zapytania. Bo dlaczego niedobór emocji nie zmienia się w nadmiar ambicji? Jeszcze dwa miesiące temu byłam Tą, dziś jestem tylko tą, przez samą siebie, przez własne lenistwo, niechęć i stos zaniedbań. Ale wczorajszy wieczór nie był moją winą. Nie był.

Emocjonalnie wróciłam do poziomu sprzed 4 lat. Nie ma to związku z zaistniałym faktem, raczej z poczuciem zagubienia i dychotomii własnej głowy. Parafrazując pewną piosenkę, tak naprawdę tylko serce wie, że rozum kłamie. Ale u mnie kłamstwo zaczęło szwankować, wylewałam prawdę na prawo i lewo, a przecież ona tak naprawdę zupełnie nikogo nie interesuje. Ostatecznie dochodzimy do wniosku, że znów tkwimy w martwym punkcie, bo przyjaźni jednak nie definiują telefony o 4 nad ranem. O 4 nad ranem to ja mogę zadzwonić do kogokolwiek, stwierdzając "hej, nie mogę spać". Jeśli ów ktoś, również nie będzie mógł spać, porozmawia ze mną chwilę. Jeśli nie, nawet nie odbierze. Ty byś nie odebrała.

Redefinicje i zmiany hierarchii - to wszystko szykuje się już wkrótce, idzie wielkimi krokami, w czasie gdy ja chłonę wielkomiejskość i przybliżam przyszłość za wszelką cenę. Dlaczego? Teraźniejszość nie zadowala. Ale wiesz co? Ja, mimo wszystko, pozostanę tą naiwną dziewczynką, która kiedyś spędzała całe dnie, biegając z tobą w trampkach po lesie. Stwierdzisz dziś, że to szczeniackie. Wiesz co ci powiem? Twoje życie jest szczeniackie. Ty oddalasz teraźniejszość chodząc do tyłu zamiast do przodu.

Jaki będzie finał tej historii? Wrócisz z podkulonym ogonem, a dla mnie to już będzie inny etap, choć wybaczę ci. Boże, przecież wybaczam każdemu, kogo kocham, wszyscy to wiedzą. Różnica będzie polegała na czasie, być może na bolesnym przebudzeniu ostatecznie przecież to już nie będzie eliminacja ze szkolnego klubu największych plotkar, tylko coś, co zmieni nasze postrzeganie świata, być może do końca życia. I? I skończy się jak zwykle.

Więc nie mów mi o moich prawach do miłości i nienawiści, bo znam je doskonale od dawien dawna, nie zmieniam swojego postrzegania świata i idę do przodu. A wy postójcie sobie razem w miejscu. I skończy się jak zwykle. Zawsze się tak kończy.
Herm

17:59:42 2011-11-28
skomentuj (0)
Ojej.

Ale wiesz co jest fantastyczne? Znów płakałam przez Ciebie. Lodowata i cyniczna, nagle zaczęłam się topić.

Ja naprawdę lubię tę trudną miłość.
Herm

19:56:05 2011-11-13
skomentuj (0)
...

No dobrze, przesadziłam. Ostatecznie jednak przechodzimy do porządku dziennego, koniec kropka. Nie zrobiłam tego celowo, nie wymyśliłam tego wcześniej, mimo to czuję się ewidentnie jak na początku roku 2009. Chciałabym żebyś to wiedział, chciałabym żebyś wiedział, że żałuję, choć Tobie jest wszystko jedno.

Chciałabym żeby Nam się udało. Ale ile można? Kiedyś jeszcze zatęsknisz.
Herm

19:50:57 2011-11-13
skomentuj (0)
Październik

Znów przerwa? Znów zmiana? Znów przełom?

Nie. 

Przełomowym na dziś może być fakt, że odkopuję te stare zakamarki pamięci, by ostatecznie się z nimi pogodzić, by pogodzić się z faktem, że dziś mogłabym być statecznie zadowolona, bez tych wzlotów i tego powolnego upadku. Ale kim byłabym dla Was, gdyby cały ten chaos nie istniał? Czy postrzegalibyście mnie inaczej? Ona przecież była zupełnie inna, a jednak to moja opinia jest wciąż pozytywna, jednak to ja, pomimo słabości emocjonalnej, wygrałam tę wojnę. Mam dwadzieścia lat. To brzmi równie obiecująco, co przerażająco. I choćbyś dziś robił wszystko, by zmienić moje podejście do świata, nie namówisz mnie do bycia sobą sprzed sześciu lat, nie przekonasz do tej sprzed lat czterech, nie będę osobą sprzed roku. Dziś jest dziś, biegniemy do przodu i nie mamy czasu się zatrzymać. A kiedy złapie nas za serce jakaś drobna dawka melancholii, wysłuchamy z zamkniętymi oczami trzy piosenki z przeszłością i wrócimy do swoich zajęć. Ot, co.

Nie mam czasu na Nas. Dlatego nie ma już żadnych "Nas" ani w rzeczywistości, ani w rozumie, ani w rozsądku, a już na pewno nie ma "Nas" w sercu. Zostałeś gdzieś w pamięci - czuję się zrealizowana, spełniona, krocząca dobrą ścieżką, zupełnie sama.

- Kiedyś, tamtego lata, bardzo Pana kochałam. 
- I ja Panią kochałem, wtedy latem i dawniej.

Hej, mamy 21. października. Macham nogami na słonecznych Bulwarach. 

Boże, jak bardzo za Nami tęsknię.

Herm

01:05:44 2011-10-21
skomentuj (0)
seetle down?

Olka miała rację - spełniamy tę 30.letnią wizję "kobiety pracującej". Wczorajszy wieczór dał temu wystarczający dowód - jesteśmy już na trochę innym levelu, żyjemy inaczej. I wiesz co? To była impreza sezonu, a Ciebie tam nie było. Ha! 

Ustatkować się? Nawet nie ma takiej opcji.

Faktycznie, Allen miał rację - na chwilę obecną liczy się nihilizm, cynizm, sarkazm i orgazm.

Herm

19:10:47 2011-09-25
skomentuj (0)
things my heart used to know

Po obejrzeniu całego tego steku bzdur, którymi karmiłaś nas obie tak brutalnie przez wszystkie te lata - stwierdzam, że to było naprawdę fantastyczne doświadczenie - przetrwać. Gdybyśmy dziś spotkały się i usiadły naprzeciwko siebie, rozminięcie tematyczne, światopoglądowe, społeczne, byłoby tak olbrzymie, że nie jestem pewna czy w pewnej chwili nie wstałabym i nie trzasnęła za sobą drzwiami. Bo choć nie znasz mnie takiej - zimnej, opanowanej, z emocjami schowanymi na kłódkę w szufladzie - nie umiałabym chyba schować dość dokładnie tamtej Mnie, z której się śmiałaś, której szczerze nienawidziłaś, bo pracowałam na swój sukces poświęcając wszystko pozostałe. Sama. A Ty miałaś tylko te paskudne pretensje do losu, którymi dzieliłaś się ze wszystkimi, a że byli to ludzie bardzo do Ciebie podobni, nie zauważali w Twoich słowach ani grama obłudy. 

Wygrałam. Kochana moja, wygrałam życie jakie chciałam i być może znów powiesz, że to wszystko układ i łapówka. Ale ja przez te kilka lat, przez które nie dane nam było się widywać, szłam do góry. Parę razy życie kopnęło mnie w tyłek, ale ja wyciągnęłam z tego wnioski. Ty stoisz w miejscu i będziesz tam stała zawsze, usiłując ciągnąć w dół wszystko, co kocham. Otwierając wspomnienia widzę, że nigdy się z tego nie wyleczę, choć bardzo uciszam tamtą nieszczęsną historię. Ale trwała ona zbyt długo i miała zbyt duży wpływ na to gdzie jestem. Chyba nie warto.

Minął rok odkąd mieszkam w Warszawie. To był rok, który bardzo ulepszył mój charakter, który bardzo pomógł uświadomić sobie, że licealne priorytety wcale nie są kłamstwem - są tylko alternatywną wersją rzeczywistości, w której żyjemy i ciągle się mijamy. Ale trzeba mieć o czym marzyć, trzeba mieć aspiracje. 

Wiem tylko, że już nigdy się nie spotkamy tak jak dawniej, nie będziemy się razem śmiać skrywając wszystkie negatywne emocje, które nas łączą, nigdy nie będziemy na siebie krzyczeć. 

Szkoda. To był naprawdę ciekawy czas.

Herm

14:12:04 2011-09-13
skomentuj (0)
no alarms, no surprises

Kasowanie photobloga to jak czyszczenie się z emocji. Ale boli fakt, że nie odczuwam żadnego żalu, żadnej najmniejszej formy rozpaczy po całym tamtym kilkutygodniowym zgiełku, który przecież zmienił moje życie na zawsze. I wiesz kiedy naprawdę zrobiło mi się słabo? Kiedy dobrnęłam do tamtego wieczora, w którym leżeliśmy na trawie pod gwiazdami i po kilku kieliszkach wina świat stał się nagle barwny. I należał do Nas. Aż usłyszałam jedno pytanie i po wszystkim pozostał tylko potok łez i pamiętne telefony na balkonie. Przynajmniej wiedziałam, że mogę na Was liczyć. Przynajmniej wiedziałam, że jesteście.

Dziś nie wiem nic. A to ukłucie nie jest spowodowane żalem czy tęsknotą - to ukłucie zazdrości, że kiedyś potrafiłam żyć na dwieście procent a dziś nie dobijam nawet do pięćdziesięciu. Z lenistwa, z poczucia rozczarowania. Wciąż jest mi strasznie z tym, że nic a nic mnie to nie dotyka - że coś kiedyś było, że się skończyło, że tyle trwało. Chciałabym mieć poczucie, że czegoś się w życiu nauczyłam, że coś mi to dało. A dało mi tylko poczucie drogiego rozżalenia - nic z tego nie ma, bo nie było i nie będzie.

I dziś, kiedy patrzysz na mnie tak poważnie jakbyś w moich oczach widział gotycki kościół, historia dobiega końca - to jakby koniec życia, koniec istnienia. Urodziłam się w stolicy jako inna osoba, która wielu rzeczy nie rozumie, bo jej ideały totalnie nie istnieją. Odpowiedzią na wszystko jest więc sarkazm. 

Chodzimy więc na zakupy, do fryzjera i do kosmetyczki. Pracujemy od 9 do 17. Wieczorami spotykamy się ze znajomymi na lampce wina. Nocą przesiadujemy w wannie z masą piany. Rano znów nakładamy makijaż i wszystko kręci się swoim rytmem. Uwielbiam mój rytm, ale puls jakby przyspieszył dopiero po przeszczepie serca. Co zrobiłeś z moim starym? Gdzie jest? Czy gdzieś jeszcze bije?

Wracając do kasowania trzech najbardziej emocjonujących lat mojego życia - okazuje się, że było w nim kilka kamieni milowych. I każdego się oczekiwało, każdy po kolei przychodził z utęsknieniem, z poczuciem ekscytacji, że się coś zdarzy. I było, działo się na naszych oczach i wciąż pamiętamy. A teraz - oczekiwane kamienie milowe nie mają zupełnie wpływu na nic. Szkolnictwo wyższe rozczarowuje, fantastyczne imprezy nie są niczym pamiętnym, dopiero co poznani ludzie to tylko ludzie, żadnego zabarwienia emocjonalnego, żadnych wspomnień, a więc też żadnych rozczarowań.

Ja naprawdę lubię i doceniam swoje życie. Każdy moment, w którym wtapiamy się w muzykę powoduje, że wciąż potrafię kochać to, co robię i przynosi mi to wiele satysfakcji. Ale choć jesteś tak blisko, zdecydowanie za daleko. I już nigdy nie będziesz bliżej. 

I już nigdy nie będę Cię kochać. Boże, daj kiedyś kochać kogokolwiek.

Herm

11:22:12 2011-09-09
skomentuj (0)
more

Agnieszka miała rację apropos mojego łudzącego podobieństwa do Carrie Bradshaw. Zamiłowanie do drinków, zakupów, papierosów i pisania felietonów - to jest to. Ach, i jeszcze te wariackie dni. Wczoraj był wariacki dzień. 

Chcę takich więcej.



Herm

12:54:14 2011-08-29
skomentuj (0)
merde!

Nie, kochanie, dziś nie będzie o Tobie. Będzie o tym, że wróciłam z Paryża. Paryża, który był zupełnie różnym Paryżem od tego, którego już doświadczyłam, bo miał w sobie te nocne eskapady, te nowe znajomości, te emocje. Choć był to Paryż turystyczny, miał w sobie ogrom swobody, oddechu i ani odrobiny myśli o Tobie, Tobie czy całej histerii minionego roku. Nie ma już tego spięcia, że coś muszę a czegoś nie powinnam - jestem tu i teraz, jest mi z tym fantastycznie. Jeszcze lepiej jest mi z myślą, że mogłabym cały dzień przeleżeć bezkarnie na trawie w Ogrodach Luksemburskich i nie zaprzątać sobie głowy tymi wszystkimi bzdurami. Wiesz co? Czuję się tak podstawówkowo. Tak, jakbym za kilka dni miała usiąść w ławce i przejmować się tylko pracą domową. Moją pracą domową na dziś jest powrót do Warszawy. Powrót do domu, po którym nigdy nie spodziewałabym się, że skłoni mnie do takiej tęsknoty. Mam ochotę na rower na Polu Mokotowskim i Spadochron, który widzę z okna, a który już nie długo będę przeklinać tak przeokrutnie. Niezależnie jednak od tego, co przyniesie przyszłość, ja już doskonale znam swoje miejsce w życiu i miejsce to nazywa się: duże europejskie miasto. Dziś chcę za wszelką cenę hedonistycznie chłonąć i doświadczać - tamta noc nad Sekwaną udowodniła to wystarczająco. I jeśli trzeba będzie to wszystko przyprawić jeszcze większą dawką cynizmu - nie ma problemu. Wszystko inne jest gdzieś obok, gdzieś poza mną. Dopiero po roku możemy zamknąć rozdział, który miał trwać tylko 3 lata a zaangażował serce i umysł na odrobinę dłużej. Dość.

Lubię moje nowe czarne szpilki i lubię ten unoszący się w powietrzu zapach ekscytacji. Chodź, pójdziemy na koncert.

Herm

18:06:43 2011-08-22
skomentuj (0)
no time

Przeraziłeś mnie wczoraj. Przeraziłeś mnie myślą, że znów mogę przeżyć to załamanie w Twoich/Jego/Jej oczach, tę przykrą reakcję na moje dystansowanie się. Ten zawód, którego już nigdy mi nie wybaczysz, bo będziesz miał tę świadomość, że straciłeś więcej niż ja. Ja nigdy nie miałam nic do stracenia - nieposiadanie jest zaletą, nie mogłam się Tobą rozczarować. A tutaj... takie zaskoczenie.

Przeraziłeś mnie wczoraj. Przypomniałam sobie o swojej tendencji do odsuwania się od ludzi, którzy znaczą zbyt wiele, kiedy już stwierdzę, że nie są idealni. Wmawiam sobie przez długie dni, tygodnie, miesiące, że to Ty, to własnie TY. A na końcu okazuje się, że nie masz nic wspólnego z tym człowiekiem, którego tak bardzo chciałam poznać, tak bardzo chciałam mieć blisko siebie, bo emanował radością, entuzjazmem i prawdą.

Przeraziłeś mnie wczoraj. Jak zwykle, próbowałam się rozpłakać z niemocy, ale teraz płaczę już tylko na ostatniej części Harrego Pottera i kiedy zarysują mi samochód. Nie płaczę już przez Ciebie, choć tak bardzo bym chciała.

Przeraziłam się wczoraj. Swoją reakcją. Swoim brakiem reakcji. Wiesz co? Nie znaczymy zupełnie nic.

Herm

16:14:19 2011-08-04
skomentuj (0)
always?

Miłość, wierność, uczciwość - ale przecież nawet tam nie pada słowo "zawsze". Więc co ja sobie ubzdurałam? Czemu wymyśliłam sobie Nasz idealny świat, który nigdy nie istniał i nie miał szans zaistnieć? I kiedy powiedziałaś mi wczoraj "no i wiesz, wolałabym być pewna, że ktoś mnie naprawdę kocha", pomyślałam, że to nie była moja wina. Łatwiej zabić miłość niż ją sztucznie powołać do życia. Łatwiej uwierzyć, że życie nie ma sensu niż na siłę mu ten sens nadać. To wciąż nie jest moja wina. Nic nie stało się na próżno, wiele się nauczyliśmy, wiele razem przeżyliśmy, przetrwaliśmy. Ale nie przetrwała nitka, którą nieustannie ciągnęłam poszukując kłębka. Nie wiem kto pierwszy z Nas złapał za nożyczki. Może zrobił to ktoś Trzeci? Mimo wszystko, to było okrutnie brutalne doświadczenie a ja od tak dawna poszukuję po omacku końca tej nitki, która już dawno została zwinięta tak ściśle, że nie sposób ją odnaleźć. To koniec. Wystarczy. 

Przyjdzie kiedyś taki dzeń, kiedy się z tym pogodzę. Dziś wiem już tylko, a może "aż" tyle, że to naprawdę nie była moja wina. 

Herm

02:05:04 2011-07-29
skomentuj (1)

2012 1
2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1
2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1
2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1
2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1
2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1
2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1
2005 12 11 10